czwartek, 10 sierpnia 2017

Wołyńskie wspomnienia

Witold Szabłowski, Sprawiedliwi zdrajcy, 2016







„To kolejny dowód, że nie morduje nacja ani religia. Mordować może człowiek, i to człowieka należy winić. Gdy jedni Ukraińcy jeżdżą z bronią po wioskach, inni zachowują się pięknie, jak tych trzech.”





Tytuł książki sugerował mi, że będzie ona trochę optymistyczna. Wszak miała być mowa, o dobrych ludziach, którzy pomagali w złych czasach. Łudziłam się, że spojrzę na wołyńskie wydarzenia trochę z innej strony, co pomoże mi też je lepiej zrozumieć. Jest zupełnie odwrotnie. Teraz to co stało się na Wołyniu podczas wojny wydaje mi się jeszcze okrutniejsze i straszliwsze. Za sprawą wstrząsających wspomnień ocalonych Polaków czy też ich potomków albo Ukraińców i Czechów, którzy pamiętają tamte czasy, przeżyłam niełatwe chwile podczas lektury reportaży Szabłowkigo.

piątek, 4 sierpnia 2017

Poszukując siebie

Joanna Bator, Rok królika, 2016



„Anna Karr była bardziej empatyczna niż Julia Mrok, lecz ta nowa tożsamość uwierała mnie niczym obcisła sukienka, w której trzeba cały czas uważać, żeby przy siadaniu nie pokazać majtek.”



Długo czekałam na kolejną powieść Joanny Bator a kiedy w końcu ją zobaczyłam - zaniemówiłam. Okładka, z całym szacunkiem dla jej autora, jest dla mnie odrażająca. Absolutnie nie podobał mi się fakt, że mam na nią patrzeć codziennie biorąc książkę do ręki. Towarzyszyła mi jednak dużej niż się spodziewałam. Bo przez Rok królika nie udało mi się szybko przebrnąć. Ta podróż trwała kilka miesięcy. Pozostawiona z zakładką między kartkami powieść nie kusiła do powrotu i bynajmniej nie tylko ze względu na okładkę.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Skok do powstania

Monika Kowaleczko-Szumowska, Galop 44, 2014



„ – Co byś zrobił, gdybyś trafił do powstania? (…) Walczyłbyś? – Mikołaj nie dawał za wygraną. - Ja bym walczył. – Mikołaj się zamyślił. Wojtek spojrzał na niego badawczo. – A ty? – dopytywał się Mikołaj. – Ja bym wiał, gdzie pieprz rośnie. – Wojtek wzruszył ramionami.” (s.22)


W taki dzień jak 1 sierpnia warto wrócić chociażby poprzez literaturę do wspomnień z 1944 roku. Kiedyś postanowiłam sobie, co roku latem czytać powstańczą książkę. Właśnie latem najtrudniej zagłębiać się w wojenne opowieści. Ale oni walczyli kiedy było tak samo gorąco. Ja mam luksus, mogę usiąść w cieniu. W tym roku sięgnęłam po młodzieżową pozycję nieznanej mi autorki. Galop 44 proponuję swoim uczniom – gimnazjalistom, ale bez zastanowienia polecam także wszystkim dorosłym. To dobra, rzetelna, wciągająca swoją opowieścią książka o powrocie na ulice Warszawy podczas trwania Powstania Warszawskiego.

piątek, 30 czerwca 2017

Zywczajnie o niezwyczajnej


Michał Rusinek, Nic zwyczajnego, 2016



„Śmieszna. Ekscentryczna starsza pani. Rozchichotana, czasami frywolna, lubiąca językowe zabawy i practical jokes. Wolała rozmowy ze zwykłymi ludźmi niż kongresy poetów i dyskusje z intelektualistami. Nieprawda.
Depresyjna. Melancholijna. Surowa w sądach o sobie i innych. Perfekcjonistka, nie znosiła rozmów o błahostkach i marnowania czasu na spotkania z ludźmi, które nic jej nie dały oprócz, jak mówiła, pustych kalorii. Też nieprawda. „
Ta niezwykła książka o niezwyczajnej kobiecie zbudowana na wspomnieniach sekretarza polskiej noblistki. Chociaż książki Szymborskiej pojawiają się ostatnio często, wydaje mi się, że nigdy się nie znudzą. Była to przecież mimo swej skromności bardzo barwna postać. Towarzyszący jej od 1996 roku aż do śmierci Michał Rusinek znał ją dobrze jak mało kto, dlatego tak cenne są jego wspomnienia. Autor spokojnym tonem snuje opowieść o codzienności poetki. Przywołuje jej słowa, wybiera ciekawe momenty w życiu, ocala od zapomnienia zabawne anegdoty.

wtorek, 13 czerwca 2017

Poezja motyla


Mariola Pryzwan, Lilka we wspomnieniach i listach, 2015

„ – A wiersze – jak pani tworzy wiersze? Niektóre z nich musiały się pani chyba wyśnić albo spadły na panią jak deszcz kwiatów. – Jak to jest, jak to jest – powtarza szeptem wpatrując się w spłowiałe makaty zdobiące ściany – naprzód jest przeżycie. Potem tworzy się wokoło niego mgławica, a z niej wyłania się z wolna poetycki kształt. Nie umiem tworzyć wierszy, nie przeżywszy ich całą duszą. Ilekroć próbowałam coś stworzyć bez pomocy tego ciała astralnego – nic nie wychodziło.”
( wywiad z poetką s. 82)

Na jeden z czerwcowych wieczorów nad morzem wpadła mi w ręce biograficzna książka Marii Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej. Uwielbiam tę poetkę, przepadam za jej wierszami, czytałam też wszystkie jej sztuki teatralne, poświęciłam jej moją pracę magisterską i szczerze mówiąc, myślałam że już wszystko o niej wiem. Zawsze jednak, kiedy na rynku wydawniczym pojawia się nowa książka o poetce albo jej artystycznej rodzinie jestem ciekawa, czy dowiem się czegoś nowego. Wspomnienia zawarte w biografii autorstwa Marioli Pryzwan przyniosły mi dużo przyjemności.

Źródło zła przedwojennej Warszawy


Szczepan Twardoch, Król, 2016


„Kreski ulic, Leszno, Chłodna, Miła, nie wiem, która jest która, ale wiem, że tam są, znam każdego, kto chodzi po ich bruku, a już na pewno każdy zna mnie, na tamtych ulicach jestem Jakub Szapiro, policjanci mi się kłaniają, uśmiechają się dziewczęta, pobożni Żydzi, oburzeni odwracają wzrok, boją się mnie faszyści i straganiarze, jestem Jakub Szapiro. Bądź królem tego miasta, mówi dictaphone szumiącym głosem Kuma. Bądź królem tego miasta. Oto twoje królestwo.”
(s.426)

Książka Twardocha to ciężkiego kalibru powieść gangsterska. Pierwsza połowa trochę mnie przygniotła swoją brutalnością. Czytało się długo i mozolnie, bo generalnie unikam tak typowo męskich historii. Jednak tajemna siła a raczej moc stylu autora trzymała mnie mocno, kazała brnąć po przedwojennej Warszawie i nurzać się w tym gangsterstwie. Przypatrywać się jak żydowska mafia obchodzi się ze swoimi dłużnikami i kobietami. Tło obyczajowe powieści to przecież tylko mała część całości. Najważniejsze w prozie Twardocha, można zrozumieć dopiero po przeczytaniu całej książki, kiedy wszystkie puzzle układanki zaczynają do siebie pasować.

wtorek, 6 czerwca 2017

Słowianie na wymarciu


Ziemowit Szczerek, Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian, 2013



„Bo czym tak naprawdę są Słowianie? – kontynuował. – Słowian już nie ma. To znaczy są, ale jedyne co po nich zostało, to wieczny burdel i prostacka mentalność. I język. Czyli łączy nas ze Słowianami tyle samo, co współczesnych Węgrów ze stepowymi nomadami. Albo Meksykanów, z Aztekami. Słowianie to kopalne resztki. To skansen. Kultura, która zdechła i już nie rodzi. Bo nie ma po co. Bo przepierdoliła w konkurencji.”
(s.81)

Reportaże Szczerka są napisane językiem, który mnie drażni w literaturze. Wybaczam jednak wulgarny styl, bo być może inaczej nie dało się opisać ukraińskiej rzeczywistości. Książka ta składa się z kilku opowiadań ubranych w zwięzłe rozdziały. Każdy z nich przedstawia skrawek ukraińskiego krajobrazu, mentalność mieszkańców, kulturę i obyczajowość. Ponieważ wszystko to jednak przedstawione jest przez pryzmat niezbyt sympatycznego głównego bohatera – narratora, trudno wyczuć granicę między jego fantazją literacką a rzeczywistością.

poniedziałek, 29 maja 2017

Od początku do końca

Jakub Małecki, Ślady, 2016




„Zapomniał nazwiska wszystkich koleżanek i kolegów ze szkoły podstawowej, zapomniał kolor oczu swojej pierwszej miłości, zapomniał, co ksiądz mówił podczas kazania na jego ślubie, i zapomniał, jakie to uczucie stracić najlepszego przyjaciela. Ale tamten stół i tamtych pięciu mężczyzn pamięta.”
(s.85)



Czy wiecie, że „Początek świata prawie zawsze wygląda tak samo” ale za to „Koniec świata zawsze wygląda inaczej”? Taką zmyślną klamra kompozycyjną spina swoją powieść Jakub Małecki. Między początkiem a końcem dzieją się rzeczy zwykłe w swej niezwykłości i niesamowite w swej normalności. Mnie w każdym razie pochłonęły w całości. Chociaż kolejne rozdziały to z pozoru nie pasujące do siebie historie przeciętnych ludzi, nie mogę powiedzieć o tej książce, że tworzy zbiór osobnych opowiadań, muszę myśleć o niej jak o całości. Ludzkie historie wiążą się jedna z drugą bardziej niż się nam wydaje.

wtorek, 23 maja 2017

Dramat małych rzeczy


Bronka Nowicka, Nakarmić kamień, 2016




„Smutek mnie uczy, że służę do życia. – Kiedy jesz – mówi – masz pamięć, żeby gryźć i połykać, tylko tyle. Bo widzisz, chodzi o to, że włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co zrobić, żeby się zamknąć. W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego. Więc idąc, tylko przebieram nogami, a siedząc, uciskam stołek, który skrzypi. Kiedy tak siedzę, widok całymi godzinami używa mnie do patrzenia.”


Debiut Bronki Nowickiej powala na kolana. Takiej właśnie prozy potrzebuję, aby złapać równowagę i zacząć spokojnie oddychać. Przesiąknięte poezją teksty wzruszają i uwrażliwiają. Uczą spojrzenia na zwykłe rzeczy z innej strony. Obalają standardowe myślenie i rozgrzebują wyobraźnię. Każdy z tych zwięzłych tekstów zasługuje na osobną analizę. Po każdym potrzebowałam chwili, aby go w sobie przerobić i ochłonąć. Uwielbiam takich autorów.