środa, 21 września 2016

Lwowski witraż

Żanna Słoniowska, Dom z witrażem, 2015



„Słowo mama nie jest dla mnie obrazkiem, jest dźwiękiem. Zaczyna się w brzuchu, przez płuca i krtań ciągnie do tchawicy i utyka w gardle.(...)W dniu śmierci jej głos brzmiał donośnie i zagłuszał wiele innych, hałaśliwych dźwięków. Ale śmierć, ta śmierć, była nie dźwiękiem, tylko kolorem. Jej ciało przynieśli do domu zawinięte w wielką, niebiesko-żółtą flagę-flagę państwa, które nie istniało jeszcze na żadnej mapie świata.”




Książka o Lwowie bardzo mnie zaciekawiła, nominacja do Nike i wygrana w konkursie na najlepszą powieść zrobiły swoje. Dałam szanse debiutantce i przeczytałam. Początek był bardzo ciekawy. Tajemniczo, trochę dramatycznie, poetycko ujęte metafory. No i wyśmienita scena otwierająca pierwszy rozdział. Śmierć matki i zawinięte w ukraińską flagę jej ciało. Naprawdę zapowiadało się bardzo obiecująco. Niestety, gdzieś między poetyckimi opisami i niejednoznaczną chronologią pogubiłam się, przez co każdy kolejny powrót do książki był trochę męczący.

niedziela, 18 września 2016

Ostro-słodki zapach Afryki

Alexandra Fuller, Dziś wieczorem nie schodźmy na psy, 2013




To czego jako dziecko nie mogłam wiedzieć o Afryce (bo innego miejsca nie znałam), to jej zapach: ostry i słodki jednocześnie, wędzony, delikatny i intensywny. Zapach czarnej herbaty, ściętego tytoniu, świeżego ognia, starego potu, młodej trawy."
(s.150)



Uwielbiam wszystkie książki o Afryce, więc również do reportażowej książki Alexandry Fuller podeszłam bardzo pozytywnie nastawiona. Chociaż na początku trochę ciężko było mi wczuć się w klimat Rodezji sprzed prawie pięćdziesięciu lat, to jednak czym głębiej zanurzałam się w autobiograficznych opowieściach autorki, tym chętniej wracałam do kolejnych rozdziałów.

piątek, 16 września 2016

Wspomnienia

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Kalendarze, 2015





„Mając kawałek ziemi,
można zapuścić korzenie.
Poczuć się u siebie.”
(s.66)






To książka, o której zawsze będę myśleć bardzo ciepło. Nie trzyma w napięciu, nie zaskakuje niespodziewanym zwrotem akcji, nie eksperymentuje językowo a jednak wzbudziła we mnie mnóstwo silnych emocji. Bohaterka doświadcza ważnego momentu w życiu, dorośli synowie wyprowadzają się z domu co uruchamia w matce lawinę uczuć. Kobieta opisuje swój żal, radość, smutek, dumę i w międzyczasie błąkając się po opustoszałym nagle domu, wraca pamięcią do swojego dzieciństwa.

środa, 31 sierpnia 2016

Życie jest nowelą

Maria Nurowska, Miłość rano, miłość wieczorem, 2015




My także niemal w przeddzień ewakuacji stanęliśmy przed księdzem. W normalnym życiu można by to uznać za szaleństwo, ale tutaj wszystko działo się w przyśpieszonym tempie, uczucia wybuchały z jakąś niebywałą siłą, a miłość i śmierć stawały się codziennością. Dzisiaj było się świeżo poślubioną żoną czy poślubionym mężem, a jutro zostawało się wdową lub wdowcem.” (s.11)



Dawno nie czytałam książek Marii Nurowskiej. Wiedząc, że jej powieści czytają się bardzo szybko, sięgnęłam po jedną z nich na urlopie. Temat wydał mi się bardzo interesujący. Małżonkowie, którzy pobrali się podczas  Powstania Warszawskiego,  odnajdują się pod koniec lat siedemdziesiątych. Okazuje się, że kolejny raz razem muszą zawalczyć, tym razem o życie córki. Wielka historia Polski stanowi tło dla powieści. Jednak wszystko dzieje się za szybko, czego zdecydowanie nie lubię. Akcja rozgrywa się na przestrzeni całej drugiej połowy XX wieku. Pomiędzy Polską, Niemcami, Ameryką, Afryką i Australią. Mimo szczerych chęci autorki to naprawdę za dużo jak na skromnych rozmiarów książeczkę na dwa wieczory.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Noblistka

Iwona Kienzler, Maria Skłodowska-Curie, Złodziejka mężów. Życie i miłość, 2016





"Jej głowa ma klasyczne kształty. Wysokie, szerokie czoło, gładkie skronie – to są linie starożytnego greckiego posągu. Twarz nie jest jednak grecka.Jest łagodniejsza, pełniejsza i bardziej ludzka. Zapisały się na niej cierpienie i cierpliwość, i matczyna troska.” (s.315 – cytat z Quinn Susan, Życie Marii Cure)



Pięknie wydana książka zachęca do zagłębienia się w biografię podwójnej noblistki. Zniechęca jedynie skandaliczny tytuł, zupełnie nie adekwatny do treści. Autorka nie szuka w życiu Marii Curie sensacji, wręcz przeciwnie, z lekką sympatią przybliża postać wielkiej rodaczki, wprowadzając przy tym bardzo rzetelnie w tło obyczajowe. Bohaterka książki żyła na przełomie wieków, przewrót kulturowy i społeczny tych czasów miał również wpływ na jej życie, dlatego opisy czasów w jakich funkcjonowała były tutaj bardzo pomocne. Wprost z pozytywistycznej Polski pod zaborami wpadła do historycznej belle epoque w Paryżu. Biografia Skłodowskiej-Curie świetnie nadaje się na historyczną podróż w czasie, jaką z powodzeniem proponuje nam Iwona Kienzler.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Wokulski inaczej

Olga Tokarczuk, Lalka i perła, 2001



Czytanie dobrej powieści sprawia przyjemność i radość. Może chodzi tu o szczególny rodzaj podglądactwa – bezkarnego śledzenia ludzi, podążania za nimi krok w krok, zaglądania w ich myśli, osądzania i jednocześnie pozostawania w cieniu. Daje więc moc, o której próżno by marzyć w rzeczywistości, moc nieco demoniczną – niemego osądzającego świadka wydarzeń. Lalka kusi tą mocą, lecz w istocie wyprowadza nas w pole.”



Lalkę Bolesława Prusa okrzyknięto Największą powieścią XIX wieku. W czasach szkolnych wcale o niej tak nie myślałam, dopiero na studiach potrafiłam docenić geniusz autora i od tamtego czasu noszę w sobie nieodpartą chęć powrotu do tej książki. Powróciłam na e-booku i odkryłam całe mnóstwo nowych szczegółów. Kolejny raz przekonuję się jak niezwykłe są powroty do starych książek po latach. Dopełnieniem moich refleksji stał się zbiór literackich esejów Olgi Tokarczuk. Niewielkich rozmiarów książeczka, która zachwyciła mnie nie mniej niż sama Lalka!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Nie czekaj – żyj!

Ks. Jan Kaczkowski, Grunt pod nogami, 2016




Zachęcam państwa do odwagi i otwartości. Do tego, byście czasem albo często krzyczeli przeciw niesprawiedliwości, niszczeniu autorytetów. Żebyście mieli siłę, by w swoim środowisku przecinać pęta i więzy zła.” (s. 178)




Ostatnia wydana za życia ks. Kaczkowskiego książka jest zdecydowanie inna niż dwie poprzednie. Uprzedza o tym podtytuł „nieco poważniej niż zwykle”. Tym razem jest to zbiór najlepszych kazań księdza, w których, można śmiało powiedzieć, zawarł credo swojego ziemskiego przesłania. Czytając słyszałam głos autora niemal z kazalnicy. Dobrze mi zrobiło wsłuchanie się w niego. Dzisiaj każde ze zdań wypowiedzianych, czy zapisanych brzmi jak drogowskaz. Tak niewiele minęło od jego śmierci. Tak trudno było mi w nią w kwietniu uwierzyć.

Wojenne kryjówki

Charles Belfoure, Paryski architekt, 2013




Bruckner był wciąż zdziwiony, z jaką łatwością Francuzi wydawali swoich pobratymców. Większość robiła to, podobnie jak w tym przypadku, w zamian za jedzenie lub przysługę, ale wielu zdradzało swoich znajomych i sąsiadów z czystej nienawiści lub chęci rewanżu. (…) Wielu prosiło Niemców, żeby obronili chrześcijańskie rodziny „przed intrygami podstępnych Żydów” lub żeby pomogli wyrwać męża „z sideł przebiegłej Żydówki”.” (s.108)



Autorem książki jest architekt i już sam ten fakt wzbudził moje zainteresowanie. Udało mu się całkiem dobrze zaprojektować swoją pierwszą książkę. Akcja rozgrywa się w okupowanym przez Niemców Paryżu, podczas II wojny światowej. W mieście trwa nagonka na Żydów. Realia bardzo podobne do okupowanej Polski, zastraszenie, godzina policyjna, bezwzględni Niemcy, głód i bieda. Paryżanie, podobnie jak Polacy w tamtych czasach, podzielili się na tych, którzy pomagają przetrwać Żydom i na tych, którzy donoszą na nich gestapo. Główny bohater książki Francuz Lucien jest gdzieś pomiędzy tym wszystkim, zupełnie obojętny na los innych ludzi. Przypadek sprawia, że musi stanąć po jednej ze stron. Kuszą go pieniądze i sława, możliwość wykazania się niebanalnymi projektami fabryk dla Niemców. Dostaje jeden warunek, musi podjąć ryzyko i śmiertelne niebezpieczeństwo projektując w paryskich mieszkaniach sprytne kryjówki dla ukrywających się Żydów. Podejmuje wyzwanie, które ostatecznie pozwoli mu lepiej poznać samego siebie i wyznaczy sens jego życiu.

środa, 10 sierpnia 2016

Z głębi ziemi

Szczepan Twardoch, Drach, 2014




Człowiek, drzewo, sarna, kamień, ja. Wszystko to samo. Nikodem, Stanisław i Natalia Gemanderowie, Ernst i Gala Magnorowie, Josef i Valeska Magnorowie żyją w tym samym miejscu i w tym samym czasie, chociaż w różnych, nakładających się na siebie latach, tak samo jak sarny.” (s.349)




Trudno jest pisać o Drachu, skoro on wszystko widzi, wszystko wie. Skończyłam czytać książkę, ale Drach przeraża mnie nadal. Autor uzmysławia coś o czym wszyscy na co dzień staramy się nie myśleć. Losy ludzkie zataczają koła, wszystko już kiedyś było, jaki będzie koniec też już wiadomo, nic tego nie zmieni. Choćbyśmy próbowali iść pod prąd, choćbyśmy starali się wymyślać coś nowego. Nasze przeznaczenie jest tylko jedno, obojętnie czy jesteśmy ludźmi czy sarnami. Dlatego, wszystko co robimy nie ma znaczenia, co tak często powtarza w książce Drach-narrator.